- blog - profil - natura - przemów - linki - polub - linkuj -


90. Chyba wracam

piątek || 9 września 2011 || 23:44
Dosyć długo się tutaj nie udzielałam. Bywać, bywałam, ale nic nie pisałam. Powód tego jest dosyć prozaiczny. Obiecałam sobie, że kolejną notkę wstawię tutaj dopiero po tym, jak spełnię jedno ze swoich największych marzeń.
I cóż... nie udało mi się. Mimo to nie będę dalej ciągnąć tej ciszy, bo mam wrażenie, że to pół roku zginęło niepotrzebnie w niepamięci. Przez durny upór nie zostawiłam tutaj śladu po wielu rzeczach godnych utrwalenia. Jest mi żal z tego powodu i dlatego nie mam zamiaru ciągnąć dłużej tej bezmyślnej zmowy z samą sobą.

Nadróbmy więc zaległości! 

Cóż to za marzenie, o ktrórym wspomniałam powyżej? Ano takie... 






Pierwszą możliwość zrobienia kursu (w Gliwicach) zniweczyła sesja letnia. Spotkanie organizacyjne przypadało dokładnie w godzinach pierwszego egzaminu. Pojawił się pomysł, żeby pojechać latem do Krosna...





...ale to też nie wypaliło.
Jako że sesję mam zamkniętą i do października mam luz, to została możliwość zrobienia kursu z Gliwicach we wrześniu, ale 12 lecę do Anglii do siostry, czyli znów mi się to wszystko pokrywa.
Wniosek: w tym roku już skakać nie będę. Jest mi strasznie żal. Tak się napaliłam na te skoki, a tutaj zonk.
Zostaje mi czekać do przyszłego roku. Tymczasem mogę w kółko oglądać filmiki w sieci i po raz niezliczony czytać Fiolet.

Jak już wspomniałam, sesję letnią zdałam w czerwcu. Było ciekawie, miałam wiele szczęścia. Znaczną część roku (ok 80%) czeka kampania wrześniowa. Mi się upiekło. Indeks mam oddany, zapewne załapię się na stypendium. Dobrze jest.

W ciągu ostatniego półrocza dosyć mocno wciągnęłam się też w ZAC. Poznałam lepiej ekipę, zżyłam się z niektórymi ludkami bardzo na serio. Zostałam moderatorem na forum. Z początku było mi ciężko, bo to wielka społeczność. Trochę roboty było, ale szybko przywykłam. Miałam nawet krótki epizod z adminowaniem, ale dobrze się stało, że minął. Wzięłam udział w zakonowym zjeździe. Chciało mi się spędzić cały dzień w pociągu, całą noc śpiewać przy ognisku z Łemkami, a potem znów cały dzień wracać. Angażuję się nieco w pisanie artykułów. Skoro przez blisko 8 miesięcy trzymałam rangę Mistrza Pióra, to nie wypada mi teraz skąpić swoich umiejętności.
A właśnie, skoro już wspomniałam... Piszę. Zaczynam to traktować poważnie. Dotychczas cierpiałam na niedobór pomysłów, teraz mam ich aż nazbyt. Wcześniej bałam się sięgnąć po s-f. Teraz czuję się w tym jak ryba w wodzie. Staram się rozwijać, czytam nie tylko twórczość innych, ale też wyszukuję rady dotyczące wydawania i publikowania w Internecie. Gromadzę informacje o sposobie edytowania tekstu przed wysłaniem w świat. Przestałam umieszczać autorskie pomysły na forach i blogu, stałam się oszczędna w ujawnianiu fabuły. Zdecydowałam się: będę się starać wydać jeśli nie powieść to zbiór opowiadań lub chociaż jedno z nich.

Co jeszcze ciekawego u mnie słychać?
Jutro drugi wielki zjazd rodzinny, tym razem ze strony ojca. Brat zaczął robić drzewo genealogiczne, ja i mama je skończyłyśmy. Teraz czeka nas robienie kolejnego. Żmudna robota, ale satysfakcja wielka.
Niedługo lecę do siostry do Anglii. Cholernie boję się bałaganu na lotnisku. Już bym wolała wyskoczyć w połowie drogi =.=
A z pozytywnych rzeczy: mój bratanek zaczyna chodzić. Rozkoszny maluch.
into Decadance with Elegance
komentarze [1] || dodaj


89. To ma być przyjemne i wyprane z agresji

piątek || 9 września 2011 || 18:34
Wpis z notatnika z połowy maja 2011r.

Igry 2011
12.05.2011, Lotnisko Gliwice

Korowód był barwny i różnorodny jak na studencki korowód przystało. Szedł ulicamy wykrzykując niezbyt edukacyjne i niezbyt poprawnie politycznie hasła: "Piwo, wóda, Polibuda! Seks, muzyka, Politechnika", "Juwenalia, juwenalia, kto nie pije ten kanalia!" czy osławione i prześmiewcze "Gdzie jest krzyż?". Próba wycwanienia się i dojechania na lotnisko autobusem zostałą udaremniona. Znów wpakowaliśmy się na tenże korowów, tym razem na dobre. Cóż mieliśmy zrobić? Poszliśmy z nim.
Zanim jeszcze impreza na dobre się rozkręciła, rozdzieliłam się z moimi znajomymi. Spotkałam się z kimś innym, poszwędałam się trochę. Przypadkiem poznałam czarującego bruneta, podzielającego moje zamiłowanie do fantastyki. Wypiłam mu piwo i zjadłam pół kiełbaski z grila, ale bynajmniej nie wyglądał na niezadowolonego. W końcu w zamian dostał mój numer telefonu.
To był jeden z dwóch miłych akcentów tegoż dnia. Drugi jest poniżej.

♫1:
Wyobraźnia, gdy przymiera głodem
Zaprzestaje prowadzenia wojen
COMA — Zero Osiem Wojna
[posłuchaj]

Juwenalia 2011
13.05.2011, Kampus Rybnik

Postanowiłam, że nie będę się wkurzać w Gliwicach. Spakowałam plecak i w ciągu godziny byłam już w Rybniku. Choćby nie wiem co mówili inni, ja i tak będę uważać, że to tam jest lepsza organizacja, lepsza atmosfera, ogólnie lepsza impreza. Spotkałam kilku znajomych z liceum, kilku z gimnazjum, ale i tak trzymałam się sama. Niby tak samo było poprzedniego dnia, ale to jednak zupełnie inna para kaloszy.
Udało mi się dopchać do drugiego rzędu pod sceną. Konferansjer chranił w kółko jakieś brednie. Ludzie zaczęli się niecierpliwić. Ktoś zainicjował okrzyk i po chwili większość ludzi pod sceną zaczęła skandować nieprzyzwoicie wulgarne hasła. Spięci organizatorzy poczęli uwijać się przy sprzęcie, mimo że już było po strojeniu. Tłum coraz głośniej krzyczał i obelżywie zmuszał konferansjera do zejścia ze sceny. Zaczynało się robić nieprzyjemnie.
Wtedy z głośników wydobyło się dudniące: Pokój!. Ludzie zamarli, rozpoznając charakterystyczny głos. Pokój, kurwa! Fani zaczęli gwizdać z aprobatą i bić brawo. Kurwa, pokój! To ma być przyjemne i wyprane z agresji!

— zagrzmiał


Grabaż, wychodząc na scenęI wtedy zaczął się bal.

♫2:
Wszystko samo za mnie się robi
Wszystko samo za mnie się dzieje
Strachy na Lachy — Cygański Zajeb
[posłuchaj]


♫3:
Ostatni gasi światło
Ostatniego gryzie pies
Ostatni zawsze zostaje w matni
Strachy na Lachy — Ostatki — Nie widzisz stawki
[posłuchaj]


♫4:
O czym nie pomyślę wszystko dzieje się w mig
Odtąd w sobie beatyfikuję ten beat
Strachy na Lachy — Nieuchwytni buziakowcy
[posłuchaj]


♫5:
A ty i cała twoja wiara
Zastyga krew na transparentach
Pamiętam cię tylko ze zdjęcia
Komendancie Che Guevara 
Strachy na Lachy — List do Che
[posłuchaj]


♫5:
No chodź, chodź ze mną do łóżka
Bez ambicji, grzechów, wstydu i lęku
Strachy na Lachy — Raissa
[posłuchaj]


♫7:
Czarny chleb i czarna kawa 
opętani samotnością, 
myślą swą szukają szczęścia, 
które zwie się wolnością!
Strachy na Lachy — Czarny chleb i czarna kawa
[posłuchaj]


A później na scenę wyszłą IRA i poczułam się, jakbym znów miała 15 lat...

W tym wszystkim jedno mnie poruszyło niesłychanie. Tuż obok, w pierwszym tudzież drugim rzędzie stało stadko dziewcząt wyglądających na ok 13 lat. Były kolorowe, słodkie i totalnie nie miały pojęcia jak zachować się pod sceną, gdy za ich plecami rozkręcało się pogo. Nie daję głowy, że którejś z nich nie połamali żeber, popychając je na barierki. Jedną z nich o mało ochrona musiała wyciągać górą, inna oberwałą w głowę glanem od chłopaka podniesionego przez tłum. W końcu poddały się i chciały stamtąd wyjść... cofając się w tył. Złapałam za rękę przewodniczkę owego stada i wrzasnęłam jej, by przecisnęły się bokiem. Kto wie, może uratowałąm im życie? Wcale bym się nie zdziwiła.
Nie przypominam sobie, by ktoś mnie uczył, jak zachować się pod sceną, kiedy zaprzeć się nogami i w którą stronę, kiedy kogoś odepchnąć, a kiedy podnieść. Dla mnie to zawsze było naturalne, a tutaj taki pokaz. Byłam w lekkim szoku.

into Decadance with Elegance
komentarze [0] || dodaj


88. Uszooklap

wtorek || 8 marca 2011 || 22:01

Dzisiaj dzień kobiet. Podobno.
Chociaż, jakby na to nie patrzeć, elektroliza — rodzaj żeński, bakterie — kobity, wody podziemne i studnie artezyjskie — też baby. Zatem to był dzień w otoczeniu samych przedstawicielek płci pięknej.
A ciągnąc dalej ten wywód, już pod kątem tytułu tejże notki: choroba, zaraza, plaga, epidemia, cholera, masakra, makabra, męka, udręka, zmora, zgroza, nerwica,  panika, fobia, gehenna, mordęga, rozpacz, beznadzieja, bezsenność, desperacja, chandra...
Same baby!
Pieprzcie się! I wszystkiego najlepszego.

Tytuł notki, Uszooklap, to mój aktualny stan emocjonalny. I to zdecydowanie jest facet.
A dlaczegóż to mam taki nastrój? Cóż, wydaje mi się, że jest to nastrój odpowiedni dla kogoś, kto drugi dzień z rzędu spędził 12 godzin na uczelni, mając 15 godzin lekcyjnych dydaktyki, co daje w sumie 11,25 godziny zegarowej bitych zajęć z 4 przerwami po 15 minut, w czasie których i tak bujałam się po mieście, lecąc na złamanie karku, by zdążyć na kolejne zajęcia. A jutro zapowiada się tak samo pasjonująco.

Odechciało mi się studiować. Siedzę i dopijam wczorajsze, wygazowane piwo, bo zamknęli mi sklep i nie zdążyłam sobie kupić nowego.
I nie mam siły zrobić sobie kolacji.
I nie mam siły iść się umyć.
I nie mam siły się przebrać.
A gdzie tam, kuźwa, jakieś przygotowanie się na jutro czy pakowanie się?

A żeby zarabiać 1200zł/miesiąc, to trzeba mieć doktorat, a nie bzdurnego inżynierka.
Mój brat, magister inżynier, właśnie zrezygnował z pracy za biurkiem na rzecz roboty fizycznej. Bo lepiej płacą.

Ręce opadają. Uszy oklapują.
Uszooklap.

♫: i pomyśleć, że jeszcze w sobotę:
Marillion — Between You And Me
[posłuchaj]

♫: a teraz to już tylko:
Unkle Lonely Soul
[posłuchaj]


into Decadance with Elegance
komentarze [4] || dodaj



Dla personelu:
1234567891011121314151617181920212223242526272829
mylog || panel


2006
sierpien | wrzesień | październik | listopad | grudzień |

2007
styczeń | luty | marzec | kwiecień | maj | czerwiec | lipiec | październik | listopad | grudzień |

2008
marzec | kwiecień | maj | czerwiec | sierpien | wrzesień | październik |

2009
styczeń | marzec | kwiecień | maj | czerwiec | lipiec | sierpien | wrzesień | październik | listopad | grudzień |

2010
styczeń | luty | marzec | kwiecień | maj | czerwiec | lipiec | sierpien | wrzesień | październik | listopad |

2011
styczeń | luty | marzec | wrzesień |


Century Gothic. xHTML 1.0. Chcesz taki szablon?

dualistyczna natura